poniedziałek, 18 kwietnia 2011

palemkowa róża.

długi dzień!
przed 9 przyjechali AA&P. poranne pogaduchy i poszukiwanie sukienki na wesele. niestety dla 'ciężarówki' ciężko coś ładnego i nie wyglądającego jak worek znaleźć.
po mszy zgarnęłyśmy Pawełcia, obskoczyliśmy sklepy i factory. zakupy zdecydowanie nie należą do mych ulubionych czynności. przynajmniej zaopatrzyłam się w wiecznie brakujące skarpety. za to AA wróciła niepocieszona, bo bez sukienki. a ja? szczęśliwa, bo bejbi rośnie z dnia na dzień. mały Jaś. kopiące cudo, które niebawem przyjdzie na świat.
sprzedaż palemek. tajemniczy nieznajomy, który dał mi różę, kupił palemkę i się oddalił. zabawne? z powodu ostatnich wydarzeń raczej nie. nie chcę być lepem na muchy. gdybym mogła wybrać, to wołałabym zostać packą na muchy, taką, która raz a skutecznie zrobi pac-pac i usidli ofiarę. właściwie, to ją 'zaklepie' raz a skutecznie, na zawsze.
powinnam się uczyć, powinnam iść spać. mimo zmęczenia trawię pozytywny dzień. chyba mam problemy z ogarnięciem codziennych ekscytacji. może to się leczy?

dziękuję za dzisiejsze radości, lody truskawkowe i kremowe o smaku czekolady i orzecha, dzień z AA&P, pozytywny nastrój
przepraszam za niedzielne zakupy!, lenistwo (ale w dn.dzisiejszym jest wybaczalne;)), myślenie o rzeczach przyziemnych
proszę o konsekwencję w postępowaniu, sprecyzowanie 'ja', przybieranie w masę malucha, pogodzenie się ze śmiercią najbliższych..., wytrwanie w postanowieniach przez najbliższy tydzień.



nie warto palić za sobą mostów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz