środa, 23 lutego 2011

złote dzieci.

dzieci to złoto, a raczej żywe srebro.
polsko-słowackie dzieci, słowackie powietrze i obecność siostry dobrze na mnie wpływają.

jutro wielki dzień dla Miriamki -bal karnawałowy w przedszkolu.

środa, 16 lutego 2011

ω & α, koniec i początek.

koniec sesji.
początek czegoś nowego, mojego. naprawdę mojego!

pierwsze spotkanie w radio za mną. oczywiście nie powinnam spodziewać się po nim nie wiadomo czego, ale wyszłam z budynku dziwnie spokojna, a zarazem podekscytowana. podczas spotkania myślałam o pomyśle 'na siebie'. przez to, że tak naprawdę nie mam hobby, któremu jestem w stanie oddać się w 100%, nie mogę się określić.
publicystyka,czy muzyka? tak czy siak czekają mnie nudne newsy i redagowanie tekstów. a może będę na tyle odważna, że pójdę w teren z mikrofonem? byłoby cudownie, gdybym się na to zdobyła, znalazła chęci.

oglądałam "jak zostać królem". świetny film! wywołał we mnie skrajne uczucia - od smutku, po śmiech. świetna gra aktorska i ciekawe ujęcia. to sztuka zagrać jąkałę posiadając cudowną dykcję i ten brytyjski akcent... ubóstwiam british english!

walentynki spędziłam w damskim gronie. miało być damsko, łzawo i po sesji. obyło się bez płakania :). obejrzałyśmy m.in. "wicker park" z tak uwielbianą przeze mnie piosenką. mam przed oczyma chwile, gdy jadę autem, dodaję gazu i uciekam. słuchałam jej w trudnych chwilach aż do ubiegłego roku, kiedy nie miałam takiej potrzeby. to dziwne, że za sprawą jednej osoby wszystko może pójść w odstawkę. dosłownie wszystko.
teraz pora na mnie! zaczynam się realizować i jest mi z tym tak wspaniale!!! mam czas dla siebie, tylko i wyłącznie dla siebie. uh, od marca będzie się działo - liczę na to.

dobrze jest spotkać się z ludźmi, dla których do tej pory nie miałam, nie potrafiłam, nie chciałam, nie mogłam znaleźć czasu. i zdecydowanie mam dość wina! po tak długiej abstynencji przecholowałam. wszelkiego rodzaju chipsowatych świństw i tym podobnych również mam dość.

Sąsiad i don F. dziwna 'para'. ale cieszę się, że napatoczyli się w tym czasie, że chodzimy razem na squasha, że mnie namolnie podrywają, wyśmiewają, doceniają. smutny byłby świat bez mężczyzn. tak, wiem. lepiej już pójdę spać.

dziękuję za ten czas

niedziela, 13 lutego 2011

δ, potrójne nadrabianie towarzyskości.

wieczór z E, dzień wcześniej z Dorcią, Lesiecką i Krzyśkiem. a, jeszcze wcześniej Gosia. 
wino, rozmowy nocą, nadrabianie towarzyskich zaległości. 

brakowało mi tego. 

wyśmienite wino różane z korkiem twardym jak stal, przez który złamało się wiertło od korkociąga :(. i to by było na tyle.
* minęły dwa miesiące*

sobota, 5 lutego 2011

γ, gra toczy się dalej.

spanie ważniejsze od nauki, jak zwykle. nic nie zrobiłam przez cały dzień. niestety nie potrafię się zmobilizować, zaprzeć i iść do przodu, chociaż spróbować.
po spotkaniu odpowiedzialnych miałam jechać do domu, ale dyskusja się przedłużyła i tym sposobem zostałam. może się coś pouczę? wypada wziąć się w garść!

tym razem nie czułam się nieswojo. chyba z tygodnia na tydzień jest mi łatwiej. oby!

dziękuję za obfite w dyskusje spotkanie odpowiedzialnych, podjęte decyzje, pyszne czosnkowe tostini :), brak prawdziwych zmartwień.
Żabce przyda się spora ilość energii i uśmiechu, Kasia...wsiurek niech się tyle nie martwi!, rodzina bliższa i dalsza - zdrowie!, Arleta da sobie radę na egzaminach, a Łukasz jako nowy szef sprawdzi się w 100%. 

pozytywny dzień. 

piątek, 4 lutego 2011

β, bo trzeba iść przed siebie.

jleń. jedno słowo,a mówi o mnie tak wiele. na nic postanowienia i chęć walki. wstręt do książek robi swoje. marzę, by przeczytać coś lekkiego, z miłą czcionką, która kusi, by poznać tajemnice zawarte na kolejnych stronach.


słomiany zapał. to znowu ja? tak, tak! to robi się nudne.


dostałam odpowiedź. 'bigos' nieaktualny? raczej tak, chyba że wezmę się w garść i w ciągu roku stanę poliglotką. marzenie :) tak, wiem... szczerymi chęciami piekło jest wybrukowane. ale spróbuję.
póki co wypada powalczyć o jakieś ferie i zabrać się za przygotowania do jarmarku i licencjat. to ostatnie dobija i zanudza na samą myśl o 'przepisywaniu' książek i współpracy ze słownikiem wyrazów bliskoznacznych.


teekanne... ahah, Adaś Małysz jest nieziemski.
żywiec... Wenta. czy każdy sportowiec musi coś reklamować? okropieństwo.
to tak ni z gruszki, ni z pietruszki. tv włączony, a ja bezmyślnie zerkam w ekran, bo może coś okaże się ciekawsze od mojego świata.
no tak, film o miłości, separacji, znudzeniu. ale przynajmniej był ślub...


kolejna uwaga - zazdrośnica. jak małe dziecko, infantylna dziewczyna. gdybym mogła, to wybrałabym tęsknotę. jest sto razy lepsza od zazdrości.
tęskniąc przywołuję same dobre wspomnienia. czy mam jakieś złe?! nie, nie wiem, nie przypominam sobie...


dziękuję za próbowanie, słodyczomanię, Kasię, nawet za zazdrość, bo może przyniesie coś dobrego... i niezmiennie proszę o zdrowie dla Ani, niech ma siły do walki, Minki też go bardzo potrzebują; o owocne spotkanie odpowiedzialnych i siły na nim; o światłość umysłu na egz. Ziemka, Eweliny i Kasi...
św. Błażeju, wstaw się za nami!

czwartek, 3 lutego 2011

α, jak początek.

tak naprawdę nie wiem, co sprawiło, że wracam do prowadzenia bloga. czasem łatwiej przelać coś, no właśnie, wystukać na klawiaturze, niż przelać na papier. szybciej, prościej i bez rozmyślania. piszesz i nie zastanawiasz się nad tym, po co.

uciekam od nauki. to już norma, do której zdążyłam przywyknąć. a może warto to zmienić. warto, ale czy mi się chce? nie. to cała ja :).
jest progres! potrafię podejmować decyzje. mam nadzieję, że za rok się to potwierdzi. oby! ubóstwiam tę nutkę niecierpliwości małego dziecka w oczekiwaniu na upragniony dzień. to chyba ucieczka,ale liczę, że przerodzi się w niesamowitą przygodę. Słodki powiedział, że lepiej żałować, że coś się zrobiło, niż po 20stu latach płakać, iż tego a śmego nie uczyniliśmy. może ma rację... ? za póltora roku zdam relację.

dziś święto ofiarowania Pańskiego (ups, właściwie wczoraj). modlitwa za Anię T. - zdrowie, Arletę - egzaminy!, Filipa - magisterki, Gabę - zdrowie, Kejt - siły do walki ze spaniem :), rodziców - pokój dusz, Minki i R - zdrowie..., Siecieszki - zdrowie bejbi i dobry czas oczekiwania, M - zadbanie o siebie, Anię W. - nieustanna radość, Olę - zdrowie, Mateusza - potrzebne mu łaski, Maćka i Michała - z okazji urodzin.
pewnie zapomniałam o połowie intencji. ale to przecież nie o to chodzi. dziękuję za jasność umysłu, siłę potrzebną wieczorem, radość otaczających mnie ludzi, zdrowie... którego do tej pory nie doceniałam w należyty sposób. dzięki.