zobaczyłam małą Annę Marię po 10 miesiącach. poczułam wyrzuty sumienia, że jestem fatalną mamą chrzestną, która odwiedza swą córkę dopiero z okazji urodzin. to tak, jakby była sierotą. na szczęście jest mała, w piątek skończy rok. mam czas, by nad sobą pracować, stać się lepsza, choćby dla niej. to taka odpowiedzialna rola. być wzorem dla niej i wspierać ją na każdym kroku, dawać przykład wiary i życia z Bogiem, dla Boga...
czasem potrzebuję rozmowy. teraz potrzebuję przyjaciela.
wieczór był ciężki. chciałabym już zapomnieć.
koronka, post za Marię i jej powstanie z upadku.
dziękuję za czas spędzony z Anią, za rozmowy niedokończone, za Tych, którzy chcą mnie słuchać i potrafią pocieszyć, za pracę nad sobą.
poniedziałek, 21 marca 2011
czwartek, 17 marca 2011
och, życie.
kocham cię, kocham cię nad życie!
owocne dni. pracowicie i prawie z planem. wczoraj wieczorem czułam niespotykaną satysfakcję. warto dać z siebie więcej niż zazwyczaj.
ciągle na niego czekam, ciągle szukam.
a od jutra zaczynam brewiarzową edukację. nie od parady stoi na półce II tom, który aż się prosi, by zrobić z niego użytek.
myśli nieposkładane. podczas wczorajszej medytacji i dzisiejszej Eucharystii nie mogłam się ogarnąć. dlaczego nie potrafię skupić się na tym, co jest najważniejsze? miałam przebłysk zastanowienia, zwątpienia, czy ja tego tak naprawdę, czysto i bezinteresownie chcę? podobno takie chwile podbudowują, wzmacniają. jednakże chaos panujący w mej głowie czasem przyćmiewa rozpalone serce.
widok zakochanych i do tego tańczących przyprawia mnie o radosny zawrót głowy! może faktycznie mam jakieś zboczenie i manię podglądania szczęśliwych ludzi? przecież to takie cudowne móc obserwować osoby będące w stanie tak przedziwnej euforii! czasem wydaje mi się, że emanując tą swoją miłością dzielą się nią z nami wszystkimi. lubię czuć ciepły wzrok zakochańców...
...
chcę spotkać w tym dniu
człowieka co czuje jak ja
chcę powierzyć mu
powierzyć mu swój niepokój
chcę w jego wzroku
dojrzeć to światełko które sprawi
że on powie jak ja- jak ja
uparcie i skrycie
och życie kocham cię kocham cię
kocham cię nad życie
jem jabłko winne
i myślę ech ty życie łez mych winne
nie zamienię cię na inne
Kocham cię ŻYCIE
poznawać pragnę cię pragnę cię
pragnę cię w zachwycie
i spotkać człowieka
który tak życie kocha
i tak jak ja
nadzieję ma...
dziękuję za radość, chwile zmęczenia, poczucie bycią Kobietą, zwątpienie, które przyniesie lepszy owoc.
owocne dni. pracowicie i prawie z planem. wczoraj wieczorem czułam niespotykaną satysfakcję. warto dać z siebie więcej niż zazwyczaj.
ciągle na niego czekam, ciągle szukam.
a od jutra zaczynam brewiarzową edukację. nie od parady stoi na półce II tom, który aż się prosi, by zrobić z niego użytek.
myśli nieposkładane. podczas wczorajszej medytacji i dzisiejszej Eucharystii nie mogłam się ogarnąć. dlaczego nie potrafię skupić się na tym, co jest najważniejsze? miałam przebłysk zastanowienia, zwątpienia, czy ja tego tak naprawdę, czysto i bezinteresownie chcę? podobno takie chwile podbudowują, wzmacniają. jednakże chaos panujący w mej głowie czasem przyćmiewa rozpalone serce.
widok zakochanych i do tego tańczących przyprawia mnie o radosny zawrót głowy! może faktycznie mam jakieś zboczenie i manię podglądania szczęśliwych ludzi? przecież to takie cudowne móc obserwować osoby będące w stanie tak przedziwnej euforii! czasem wydaje mi się, że emanując tą swoją miłością dzielą się nią z nami wszystkimi. lubię czuć ciepły wzrok zakochańców...
...
chcę spotkać w tym dniu
człowieka co czuje jak ja
chcę powierzyć mu
powierzyć mu swój niepokój
chcę w jego wzroku
dojrzeć to światełko które sprawi
że on powie jak ja- jak ja
uparcie i skrycie
och życie kocham cię kocham cię
kocham cię nad życie
jem jabłko winne
i myślę ech ty życie łez mych winne
nie zamienię cię na inne
Kocham cię ŻYCIE
poznawać pragnę cię pragnę cię
pragnę cię w zachwycie
i spotkać człowieka
który tak życie kocha
i tak jak ja
nadzieję ma...
dziękuję za radość, chwile zmęczenia, poczucie bycią Kobietą, zwątpienie, które przyniesie lepszy owoc.
poniedziałek, 14 marca 2011
jak tragifarsa, komediodramat.
było damsko, płodnie, grubo i delikatnie.
kobiecy wyjazd za mną. dobrze spędzić czas z dala od mężczyzn, codzienności. potrzebowałam takiej odskoczni, choć trwała ona odrobinę za krótko. duuużo rozmów, mniej czasu na rozmyślanie,ale i tak wystarczająco twórczo. nie do końca byłam zachwycona wyjazdem bez duszpasterza, ale obecność tak kochającego się małżeństwa i nauka, rady, jakich udzielali dały mi równie wiele. słowa wypowiedziane przez terapeutkę podczas dzisiejszego śniadania były skierowane do mnie, jakby wiedziała, że właśnie takiej informacji potrzebuję.
wczoraj pochodziłyśmy po ustrońskich pagórkach i zmęczyłyśmy się odrobinę, jak na prawdziwe kobiety przystało. dobrze poczuć, że się żyje, że można wyłączyć nieustannie pracujące trybiki i wrzucić na luz na łonie natury. dobrze, tak po prostu z kimś porozmawiać. ale jeszcze lepiej jest coś upichcić wspólnymi siłami i oczywiście skonsumować :). dobrze poznać tyle wspaniałych kobiet!
wieczorem czekała nas praca z p.Elą i jej mężem, afirmacja i oglądanie przewidywalnego, idyllycznego filmu o miłości. najbardziej wytrwałe grałyśmy w tabu i 'paluszki', a potem rozmowy niedokończone do siódmej rano i pół godziny snu.
wszystko, co dobre szybko się kończy, więc trzeba było wrócić do codzienności. powrót całkiem miły, bo wieczorem nasi mężczyźni powitali nas przedstawieniem z okazji dnia kobiet. było zabawnie, na sekund pięć. jeden wybuch wulkanu myśli i emocje biorą górę. na szczęście musiałam 'uciec' na Mszę. dobrze, że mam z kim o 'tym' porozmawiać.
---> zamiast
...
to powiedz czemu tak mi jest,
że czasem tylko siąść i płakać
ja się nie skarżę na swój los
potulna jestem jak baranek
i tylko mam nadzieję, że...
że chyba wiesz, co robisz, Panie.
...
nie chcę się skarżyć na swój los
choć wiem, jak będzie jutro rano
tyle powiedzieć chciałam ci
zamiast - pacierza na dobranoc
dziękuję za te kilka chwil dla siebie.
kobiecy wyjazd za mną. dobrze spędzić czas z dala od mężczyzn, codzienności. potrzebowałam takiej odskoczni, choć trwała ona odrobinę za krótko. duuużo rozmów, mniej czasu na rozmyślanie,ale i tak wystarczająco twórczo. nie do końca byłam zachwycona wyjazdem bez duszpasterza, ale obecność tak kochającego się małżeństwa i nauka, rady, jakich udzielali dały mi równie wiele. słowa wypowiedziane przez terapeutkę podczas dzisiejszego śniadania były skierowane do mnie, jakby wiedziała, że właśnie takiej informacji potrzebuję.
wczoraj pochodziłyśmy po ustrońskich pagórkach i zmęczyłyśmy się odrobinę, jak na prawdziwe kobiety przystało. dobrze poczuć, że się żyje, że można wyłączyć nieustannie pracujące trybiki i wrzucić na luz na łonie natury. dobrze, tak po prostu z kimś porozmawiać. ale jeszcze lepiej jest coś upichcić wspólnymi siłami i oczywiście skonsumować :). dobrze poznać tyle wspaniałych kobiet!
wieczorem czekała nas praca z p.Elą i jej mężem, afirmacja i oglądanie przewidywalnego, idyllycznego filmu o miłości. najbardziej wytrwałe grałyśmy w tabu i 'paluszki', a potem rozmowy niedokończone do siódmej rano i pół godziny snu.
wszystko, co dobre szybko się kończy, więc trzeba było wrócić do codzienności. powrót całkiem miły, bo wieczorem nasi mężczyźni powitali nas przedstawieniem z okazji dnia kobiet. było zabawnie, na sekund pięć. jeden wybuch wulkanu myśli i emocje biorą górę. na szczęście musiałam 'uciec' na Mszę. dobrze, że mam z kim o 'tym' porozmawiać.
---> zamiast
...
to powiedz czemu tak mi jest,
że czasem tylko siąść i płakać
ja się nie skarżę na swój los
potulna jestem jak baranek
i tylko mam nadzieję, że...
że chyba wiesz, co robisz, Panie.
...
nie chcę się skarżyć na swój los
choć wiem, jak będzie jutro rano
tyle powiedzieć chciałam ci
zamiast - pacierza na dobranoc
dziękuję za te kilka chwil dla siebie.
piątek, 11 marca 2011
dziwnie tak.
dziwnie minął mi ten dzień. tak naprawdę, to nawet nie wiem, kiedy upłynął. chyba zaczęłam planować, zagospodarowywać czas. dobrze mi z tym, ale i dziwnie. wszystko jest takie poukładane? nieswojo mi czasem.
mam złe podejście do studiów. strasznie się na nich męczę i kompletnie mnie nie satysfakcjonują. czy też masz takie uczucie, chęć rzucenia wszystkiego w kąt i oddania się w wirowi samorealizacji? ja tak mam, właśnie dziś.
aaa. wzięłam się w garść, ogarniam mój świat i na bieżąco robię to, co powinnam. liczę, że podczas najbliższych 3 tygodni dam z siebie max. swoich możliwości. dzieciakom się to przyda, a i ja skorzystam, bo przecież organizowanie, kombinowanie, to coś, co lubię :). jarmark zbliża się ogromnymi krokami. uh!
a już za 11 godzin wybiorę się w podróż do kobiecego świata. damsko, kulinarnie, psychologicznie, sympatycznie? zapewne to nas czeka. jadą bliskie mi dusze, to mnie cieszy, a nie ta cała otoczka.
wiesz? często nie zdaję sobie sprawy z tego, ile ciepłych, czysto dobrych osób mnie otacza i jest mi życzliwych, obdarowuje mnie bezinteresownie tym co piękne - uczuciem (i to nie byle jakim, bo uczuciem przyjaźni). miło to dostrzec wtedy, kiedy jest to takie normalne. jestem ogromną szczęściarą.
powtórka z parapetówki? czemu nie. herbatka na prądzyńskiego mile widziana, a goście jeszcze milej witani. lubię ludzi. lubię, gdy kręcą się wokół mnie. lubię rozmawiać i czuć czyjąś obecność. lubię czuć sie potrzebna.
dziękuję za makaron, choć dziś był wyjątkowo niesmaczny; za Anię, która tak się cieszy, gdy się zobaczymy; za dobre słowo; za zorganizowanie; za rozmowy, szczególnie te niedokończone; za przemyślenie spowiedzi. to był kolejny dobry dzień!
eh, ale za przymus pakowania się nie podziękuję.
mam złe podejście do studiów. strasznie się na nich męczę i kompletnie mnie nie satysfakcjonują. czy też masz takie uczucie, chęć rzucenia wszystkiego w kąt i oddania się w wirowi samorealizacji? ja tak mam, właśnie dziś.
aaa. wzięłam się w garść, ogarniam mój świat i na bieżąco robię to, co powinnam. liczę, że podczas najbliższych 3 tygodni dam z siebie max. swoich możliwości. dzieciakom się to przyda, a i ja skorzystam, bo przecież organizowanie, kombinowanie, to coś, co lubię :). jarmark zbliża się ogromnymi krokami. uh!
a już za 11 godzin wybiorę się w podróż do kobiecego świata. damsko, kulinarnie, psychologicznie, sympatycznie? zapewne to nas czeka. jadą bliskie mi dusze, to mnie cieszy, a nie ta cała otoczka.
wiesz? często nie zdaję sobie sprawy z tego, ile ciepłych, czysto dobrych osób mnie otacza i jest mi życzliwych, obdarowuje mnie bezinteresownie tym co piękne - uczuciem (i to nie byle jakim, bo uczuciem przyjaźni). miło to dostrzec wtedy, kiedy jest to takie normalne. jestem ogromną szczęściarą.
powtórka z parapetówki? czemu nie. herbatka na prądzyńskiego mile widziana, a goście jeszcze milej witani. lubię ludzi. lubię, gdy kręcą się wokół mnie. lubię rozmawiać i czuć czyjąś obecność. lubię czuć sie potrzebna.
dziękuję za makaron, choć dziś był wyjątkowo niesmaczny; za Anię, która tak się cieszy, gdy się zobaczymy; za dobre słowo; za zorganizowanie; za rozmowy, szczególnie te niedokończone; za przemyślenie spowiedzi. to był kolejny dobry dzień!
eh, ale za przymus pakowania się nie podziękuję.
środa, 9 marca 2011
debiut(y).
zaliczony ten scholowy, jak i spotkaniowy.
wykład z ustroju samorządu terytorialnego nie zaliczę do mych ulubionych, oj nie! za to doszłam do wniosku, że nie lada wyczynem będzie sklecenie mojej pracy licencjackiej z tak małą ilością źródeł. przecież i tak dam radę.
spotkania miłe i 'milsze'. ktoś mi dzisiaj powiedział, że lubię się zadręczać. coś w tym jest, ale póki co nie da się inaczej...
mamusia jest jeszcze bardziej chora, niż była 2 tygodnie temu. Domi z dziećmi też choruje. źle się dzieje z ich zdrowiem, szczególnie dzieci. martwię się o Sarę i Sama. cierpienie dziecka jest takie bolesne, niesprawiedliwe.
to był dobry i długi dzień. zakończony popiołem i Eucharystią. PRZEŻYJĘ ten post!
dziękuję za moc, chęci, samozaparcie, śpiew!, dobry początek...
wykład z ustroju samorządu terytorialnego nie zaliczę do mych ulubionych, oj nie! za to doszłam do wniosku, że nie lada wyczynem będzie sklecenie mojej pracy licencjackiej z tak małą ilością źródeł. przecież i tak dam radę.
spotkania miłe i 'milsze'. ktoś mi dzisiaj powiedział, że lubię się zadręczać. coś w tym jest, ale póki co nie da się inaczej...
mamusia jest jeszcze bardziej chora, niż była 2 tygodnie temu. Domi z dziećmi też choruje. źle się dzieje z ich zdrowiem, szczególnie dzieci. martwię się o Sarę i Sama. cierpienie dziecka jest takie bolesne, niesprawiedliwe.
to był dobry i długi dzień. zakończony popiołem i Eucharystią. PRZEŻYJĘ ten post!
dziękuję za moc, chęci, samozaparcie, śpiew!, dobry początek...
wtorek, 8 marca 2011
już nie wieje komuną.
na ulicy nie czuć zapachu goździków, nie widać zadowolonych kobiet z nowego nabytku garderoby, jakim są pończochy. ubiegłoroczny dzień kobiet był bardzo podobny, choć późniejsze dni zapowiadały się zdecydowanie bardziej optymistycznie.
prądzyńskiego rozkwitło za sprawą nowych lokatorek. jest całkiem przyjemnie, gdy trzeba poczekać w kolejce do łazienki i ma się z kim wrócić po wspólnotówce.
bywają takie dni, kiedy masz ochotę zostać sam na sam,ale z czym, kim... na pewno nie z własnymi myślami. dzisiaj jest taki dzień. nie potrafię ogarnąć myśli i chyba przez nadmiar zjedzonej nutelli jestem rozklejona.
skąd nutella? w międzyczasie odbyła się u nas parapetówka. było bardzo sympatycznie, rzec można, że przyjemnie towarzysko. do czasu :). nie wiedziałam, czy mogę się go spodziewać, czy może jednak zwątpi. pojawił się. po raz kolejny oschłe 'cześć' i gadka szmatka. nie wiem, co jest lepsze/gorsze. całkowite milczenie, czy może rozmowa od rzeczy. zainteresowanie nie ulega zmniejszeniu, co smuci mnie za każdym razem. chciałabym, żeby było to przyzwyczajenie, a nie coś więcej. a może tak jest? może...
będąc na słowacji odizolowałam się na moment. choć przy dzieciach jest tyle roboty, to mimo wszystko człowiek ma w sobie ogromne pokłady energii i radości. niesamowity jest fakt, że dziecko wyciągnie z nas prawdziwe ja, nasze piękno, czyste wnętrze.
kiedy kobieta odkrywa w sobie instynkt macierzyński? obserwując siostrę, miłość, cierpliwość, oddanie i przywiązanie, jakie towarzyszy jej każdego dnia, jestem pełna podziwu, ba! pełna zachwytu!!! chciałabym być tak dobrą matką, choć w najmniejszej części. chciałabym być kobietą.
poważnie zastanawiałam się nad swoją przyszłością. czy kontynuowanie studiów jest dla mnie? może to tylko ucieczka od odnalezienia siebie? a może boję się wkroczyć w dorosłość, odpowiadać za siebie w 100%?
dziękuję za K i jej szczęście; za małą Zuzię, dzięki której znowu zostałam lubianą ciocią raczkującą po dywanie jak kot; za Madzię i Dorotkę i ich pogodę ducha; siły na dzisiejszy dzień; rodzinę; wszystkie otaczające mnie KOBIETY.
piosenka na dziś
prądzyńskiego rozkwitło za sprawą nowych lokatorek. jest całkiem przyjemnie, gdy trzeba poczekać w kolejce do łazienki i ma się z kim wrócić po wspólnotówce.
bywają takie dni, kiedy masz ochotę zostać sam na sam,ale z czym, kim... na pewno nie z własnymi myślami. dzisiaj jest taki dzień. nie potrafię ogarnąć myśli i chyba przez nadmiar zjedzonej nutelli jestem rozklejona.
skąd nutella? w międzyczasie odbyła się u nas parapetówka. było bardzo sympatycznie, rzec można, że przyjemnie towarzysko. do czasu :). nie wiedziałam, czy mogę się go spodziewać, czy może jednak zwątpi. pojawił się. po raz kolejny oschłe 'cześć' i gadka szmatka. nie wiem, co jest lepsze/gorsze. całkowite milczenie, czy może rozmowa od rzeczy. zainteresowanie nie ulega zmniejszeniu, co smuci mnie za każdym razem. chciałabym, żeby było to przyzwyczajenie, a nie coś więcej. a może tak jest? może...
będąc na słowacji odizolowałam się na moment. choć przy dzieciach jest tyle roboty, to mimo wszystko człowiek ma w sobie ogromne pokłady energii i radości. niesamowity jest fakt, że dziecko wyciągnie z nas prawdziwe ja, nasze piękno, czyste wnętrze.
kiedy kobieta odkrywa w sobie instynkt macierzyński? obserwując siostrę, miłość, cierpliwość, oddanie i przywiązanie, jakie towarzyszy jej każdego dnia, jestem pełna podziwu, ba! pełna zachwytu!!! chciałabym być tak dobrą matką, choć w najmniejszej części. chciałabym być kobietą.
poważnie zastanawiałam się nad swoją przyszłością. czy kontynuowanie studiów jest dla mnie? może to tylko ucieczka od odnalezienia siebie? a może boję się wkroczyć w dorosłość, odpowiadać za siebie w 100%?
dziękuję za K i jej szczęście; za małą Zuzię, dzięki której znowu zostałam lubianą ciocią raczkującą po dywanie jak kot; za Madzię i Dorotkę i ich pogodę ducha; siły na dzisiejszy dzień; rodzinę; wszystkie otaczające mnie KOBIETY.
piosenka na dziś
Subskrybuj:
Posty (Atom)