poniedziałek, 14 marca 2011

jak tragifarsa, komediodramat.

było damsko, płodnie, grubo i delikatnie.
kobiecy wyjazd za mną. dobrze spędzić czas z dala od mężczyzn, codzienności. potrzebowałam takiej odskoczni, choć trwała ona odrobinę za krótko. duuużo rozmów, mniej czasu na rozmyślanie,ale i tak wystarczająco twórczo. nie do końca byłam zachwycona wyjazdem bez duszpasterza, ale obecność tak kochającego się małżeństwa i nauka, rady, jakich udzielali dały mi równie wiele. słowa wypowiedziane przez terapeutkę podczas dzisiejszego śniadania były skierowane do mnie, jakby wiedziała, że właśnie takiej informacji potrzebuję.

wczoraj pochodziłyśmy po ustrońskich pagórkach i zmęczyłyśmy się odrobinę, jak na prawdziwe kobiety przystało. dobrze poczuć, że się żyje, że można wyłączyć nieustannie pracujące trybiki i wrzucić na luz na łonie natury. dobrze, tak po prostu z kimś porozmawiać. ale jeszcze lepiej jest coś upichcić wspólnymi siłami i oczywiście skonsumować :). dobrze poznać tyle wspaniałych kobiet!
wieczorem czekała nas praca z p.Elą i jej mężem, afirmacja i oglądanie przewidywalnego, idyllycznego filmu o miłości. najbardziej wytrwałe grałyśmy w tabu i 'paluszki', a potem rozmowy niedokończone do siódmej rano i pół godziny snu.

wszystko, co dobre szybko się kończy, więc trzeba było wrócić do codzienności. powrót całkiem miły, bo wieczorem nasi mężczyźni powitali nas przedstawieniem z okazji dnia kobiet. było zabawnie, na sekund pięć. jeden wybuch wulkanu myśli i emocje biorą górę. na szczęście musiałam 'uciec' na Mszę. dobrze, że mam z kim o 'tym' porozmawiać.

---> zamiast
...
to powiedz czemu tak mi jest,
że czasem tylko siąść i płakać
ja się nie skarżę na swój los
potulna jestem jak baranek
i tylko mam nadzieję, że...
że chyba wiesz, co robisz, Panie. 

...
nie chcę się skarżyć na swój los
choć wiem, jak będzie jutro rano
tyle powiedzieć chciałam ci
zamiast - pacierza na dobranoc
 



dziękuję za te kilka chwil dla siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz