kocham cię, kocham cię nad życie!
owocne dni. pracowicie i prawie z planem. wczoraj wieczorem czułam niespotykaną satysfakcję. warto dać z siebie więcej niż zazwyczaj.
ciągle na niego czekam, ciągle szukam.
a od jutra zaczynam brewiarzową edukację. nie od parady stoi na półce II tom, który aż się prosi, by zrobić z niego użytek.
myśli nieposkładane. podczas wczorajszej medytacji i dzisiejszej Eucharystii nie mogłam się ogarnąć. dlaczego nie potrafię skupić się na tym, co jest najważniejsze? miałam przebłysk zastanowienia, zwątpienia, czy ja tego tak naprawdę, czysto i bezinteresownie chcę? podobno takie chwile podbudowują, wzmacniają. jednakże chaos panujący w mej głowie czasem przyćmiewa rozpalone serce.
widok zakochanych i do tego tańczących przyprawia mnie o radosny zawrót głowy! może faktycznie mam jakieś zboczenie i manię podglądania szczęśliwych ludzi? przecież to takie cudowne móc obserwować osoby będące w stanie tak przedziwnej euforii! czasem wydaje mi się, że emanując tą swoją miłością dzielą się nią z nami wszystkimi. lubię czuć ciepły wzrok zakochańców...
...
chcę spotkać w tym dniu
człowieka co czuje jak ja
chcę powierzyć mu
powierzyć mu swój niepokój
chcę w jego wzroku
dojrzeć to światełko które sprawi
że on powie jak ja- jak ja
uparcie i skrycie
och życie kocham cię kocham cię
kocham cię nad życie
jem jabłko winne
i myślę ech ty życie łez mych winne
nie zamienię cię na inne
Kocham cię ŻYCIE
poznawać pragnę cię pragnę cię
pragnę cię w zachwycie
i spotkać człowieka
który tak życie kocha
i tak jak ja
nadzieję ma...
dziękuję za radość, chwile zmęczenia, poczucie bycią Kobietą, zwątpienie, które przyniesie lepszy owoc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz