wtorek, 3 kwietnia 2012

poniedziałek, 16 stycznia 2012

modlitwa.


Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu.

Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, wpierw zanim Go poprosicie.

Mt 6, 5-15
 
 
niczego więcej mi nie potrzeba :)

poniedziałek, 9 stycznia 2012

samotność.

Każdy potrafi iść za Chrystusem, kiedy On czyni cuda, przemienia wodę w wino, rozdaje pożywienie i picie. Nietrudno jest być Jego uczniem, kiedy widzi się, jak uzdrawia chorych, przywraca wzrok niewidomym czy nawet wskrzesza zmarłych. Ilu jednak potrafi pójść za Nim na pustynię, aby tam znosić głód, pragnienie, samotność i pokusy? Ilu gotowych jest nieść za Nim krzyż, podążyć za Nim na Kalwarię, zstąpić z Nim do wnętrzności piekieł? Nie potrafi tego ani dziecko, ani dorastający młodzieniec. Aby tego dokonać trzeba być dorosłym albo mówiąc inaczej – dokonując tego, dorastający staje się dorosłym.” Przekroczenie siebie na modlitwie ma więc wymiar krzyża.
David Torkington


czytanie bloga o.Pałysa miast fejsbukowych czeluści? idealne rozwiązanie. gdyby tylko te wszystkie mądre myśli, które zaczerpnę z bloga można było z łatwością wprowadzić w życie. jednakże z życiem jest jak z ustawą... potrzebuje ono vacatio legis. czasem dzień, innym razem rok albo i dłużej. ciekawe, od czego to zależy? chciałabym być cierpliwa.

niedziela, 8 stycznia 2012

marzenie chwili.


marzę o kapce śniegu. zima w górach cudowna, ta słowacka szczególnie. na dachu u Minków zanotowano 70-centymetrową pokrywę śnieżną. cudo. jeszcze miesiąc, oby miesiąc i ją ujrzę!

sobota, 7 stycznia 2012

światłość.



Powstań, świeć, Jeruzalem, bo przyszło twe światło i chwała Pana rozbłyska nad tobą.


Objawienie Pańskie. Trzech Króli. 6 stycznia. Nowy Rok 2012. sesja. i to ostatnie słowo przyćmiewa całą radość. pora stanąć do walki i zmierzyć się z wyzwaniami.

czwartek, 15 grudnia 2011

kruchość.

krucho i tak szybko. dalej twierdzę, że rak jest grypą XXI wieku... na samą myśl o tej okrutnej chorobie mam łzy w oczach. wystarczą 2 tygodnie, żeby z człowieka pozostał jego cień, a życie zamieniło się w koszmar, w którym są nikłe szanse na ucieczkę. okrutne i bolesne. smutek i strach. obawa o życie najbliższych. studyjny dylemat i moment konsternacji. co robić dalej? jaką podjąć decyzję? marzenia, czy siły a raczej ich brak. wybory są trudne, jak dla mnie miażdżąco przytłaczające. 
dziękuję za zdrowie swoje i prawie wszystkich najbliższych! przepraszam... ostatnio tak siebie zaniedbuję, pora to zmienić. proszę o zdrowie dla męża P.Grażynki i Rafałka, jeśli taka Twoja wola. wsparcie dla cierpiących rodzin. Twą miłość.

wtorek, 5 lipca 2011

parapracownik.

jeśli tak ma wyglądać moja praca w przyszłości, to ja dziękuję. chciałabym robić coś produktywnego, po prostu być aktywna, a nie udawać, że mam coś do roboty. siedzenie w sklepie, oczekiwanie aż jakiś klient pojawi się w czterech ścianach, a potem obsługiwanie zazwyczaj upierdliwych osób nie należy do przyjemności. w takiej pracy człowiek nie ma jak się rozwinąć, pozostaje uzależnienie od drugiej strony, jej gotówki oraz modlitwa, by czas do 18 zleciał jak najprędzej.

chwytam się różnych czynności. czas na czytanie zostawiam na wieczór, bo przecież wystarczy, że spędzam przed komputerem 8-9h w pracy. może nadejdzie upragniona pogoda? wtedy ruszę swoje 'szanowne' ;) i pojeżdżę na rolkach, rowerze, zrobię cokolwiek, co można nazwać aktywnością fizyczną. tylko gdzie? przecież wszystkie drogi wokół wioski są rozkopane. istny chaos i jedna wielka dziura. ale nie ma co grymasić. nareszcie mogę powiedzieć, że coś się dzieje w mojej dzielnicy, jakieś zmiany ku lepszemu. mimo wszystko czasem wracam do mojego starego jędrzychowa z krowimi plackami na drodze, kałużami, po których biegało się na bosaka, drzewami na placu zabaw, po których niegdyś skakałam jak małpa, a których także już nie ma... wspomnień czar. dobrze je mieć.

lipiec na pewno będzie aktywnym miesiącem, może nie dla mnie, ale dla bliskich memu sercu zdecydowanie. w najbliższym czasie ślub Franków, urodziny Beaty, powrót Minków z krainy moich najlepszych wakacji, tj. chorwacji, narodziny małego Jasia i na sam koniec wyjazd do madrytu. wiele tego, wiele dobra, wiele radości. dużo ciekawości i odrobina zaniepokojenia.

pobyt w domu, to taka samotnia. odizolowana od znajomych i niechętna do spotkań po pracy. na ten czas bardzo mi to odpowiada. jednak tęsknię za wyjazdem do miejsca, gdzie nikt mnie nie zna i gdzie mogę pobyć kilka dni sama. może rekolekcje ignacjańskie? ale to dopiero w roku akademickim.