zabiegane, wręcz zalatane. bez entuzjazmu i radości. w ciszy, ukryciu i odrobinie smutku. tak właśnie minęły, stuknęły dwadzieścia pięć minut po północy, dwudziestego pierwszego dnia czerwca.
już wiem, dlaczego nie lubię ich obchodzić. tak naprawdę nikogo one nie interesują. pogański zwyczaj? może. ale przecież o imieninach także nikt nie pamięta.
licencjat złożony, papiery w dziekanacie. pozostaje nauka.
jendak przed nauką czas na procesję. stresuję się, ale to wszystko na Chwałę Pana! damy radę! :)
dziękuję za ten rok. pierwsze pół minęło cudownie, drugie hm... trochę gorzej. jak rozpocznie się kolejny etap w moim życiu? nie mam odwagi być ciekawa, boję się zostać tą zawiedzioną.
przepraszam za zalatanie, nieogarnianie obowiązków, tradycyjne zaniedbywanie zdrowia, snu.
proszę? niezmiennie o siły. a na ten rok? o Twą miłość i obecność w każdej chwili mego życia! proszę o rozwój, częstsze rozmowy z Tobą, zaufanie i tęsknotę. chciałabym być lepszym człowiekiem dla Ciebie, a potem dla innych i siebie. chciałabym tak wielu rzeczy...
eh. właściwie, to wczoraj :)
środa, 22 czerwca 2011
sobota, 18 czerwca 2011
bezsilność.
bezsilna, wypompowana, mająca ochotę krzyczeń i płakać. tak czasem się czuję. owe czasem nasila się każdego dnia. jutro będzie o jedną odpowiedzialność mniej. szkoda, że czekam z utęsknieniem na niedzielę, żeby mieć jedną rzecz za sobą. dlaczego? chciałabym móc pobawić się z ludźmi, dla których zazwyczaj nie mam czasu, z którymi niebawem nie będę widywać się tak często.
odejście z da, to dobra rzecz. każdy potrzebuje mieć coś poza nim, coś dla siebie, coś dla innych. sama jestem nim ostatnio przesiąknięta na wskroś. potrzebuję wytchnienia i wprost nie mogę się już doczekać wakacji. tak to do końca nie wiem, za czym tęsknię, czego mi brakuje i czego oczekuję. jestem pełna obaw, ale i zaciekawienia. a póki co... wszystko mogę w TYM, który mnie umacnia! i tego będę się trzymać.
chwile zwątpienia, po co to wszystko. wykończenie fizyczne, może i psychiczne także robią mętlik w głowie. tyle się dzieje w moim życiu. chyba jestem przerażona tym, że tego nie ogarniam. z drugiej strony... to cudowne uczucie! nie panuję nad swoim życiem, nie jestem jego panią i władczynią. tylko ciągle nęka mnie pytanie- quo vadis?! czy nie zapętlam się w organizacji, przygotowaniach, technicznych szczegółach, miast cieszyć się z nadchodzącej uroczystości?
muszę odetchnąć.
wybieram się do spowiedzi. przez ten natłok zajęć, zobowiązań, nie miałam kiedy do niej przystąpić. a może to zwykła wymówka. brak czasu dla Boga. tak być nie może. brakuje mi przyjmowania Eucharystii, tęsknię za nią. gdy ludzie idą do Komunii, to chyba jestem zazdrosna, że ja nie mogę. czy mogę im zazdrościć?
dziękuję wszystkim wspaniałym ludziom, którzy pomagają podczas przygotowań do procesji, szczególnie Madzi, Oli, Łukaszowi. to niesamowite, jak można czuć Twoje działanie w Ich poczynaniach :)! dziękuję za dotychczasowe siły, które biorą się z jakichś ukrytych pokładów. dziękuję za to, że mimo zmęczenia czuję, że żyję. dziękuję, ah dziękuję!
przepraszam za brak zorganizowania czasu tylko dla Ciebie, zaniedbywanie innych oraz obowiązków, niepotrzebne nerwy.
proszę o samozaparcie, dodatkowe akumulatory na najbliższe ciężkie dni, poprawę.
odejście z da, to dobra rzecz. każdy potrzebuje mieć coś poza nim, coś dla siebie, coś dla innych. sama jestem nim ostatnio przesiąknięta na wskroś. potrzebuję wytchnienia i wprost nie mogę się już doczekać wakacji. tak to do końca nie wiem, za czym tęsknię, czego mi brakuje i czego oczekuję. jestem pełna obaw, ale i zaciekawienia. a póki co... wszystko mogę w TYM, który mnie umacnia! i tego będę się trzymać.
chwile zwątpienia, po co to wszystko. wykończenie fizyczne, może i psychiczne także robią mętlik w głowie. tyle się dzieje w moim życiu. chyba jestem przerażona tym, że tego nie ogarniam. z drugiej strony... to cudowne uczucie! nie panuję nad swoim życiem, nie jestem jego panią i władczynią. tylko ciągle nęka mnie pytanie- quo vadis?! czy nie zapętlam się w organizacji, przygotowaniach, technicznych szczegółach, miast cieszyć się z nadchodzącej uroczystości?
muszę odetchnąć.
wybieram się do spowiedzi. przez ten natłok zajęć, zobowiązań, nie miałam kiedy do niej przystąpić. a może to zwykła wymówka. brak czasu dla Boga. tak być nie może. brakuje mi przyjmowania Eucharystii, tęsknię za nią. gdy ludzie idą do Komunii, to chyba jestem zazdrosna, że ja nie mogę. czy mogę im zazdrościć?
dziękuję wszystkim wspaniałym ludziom, którzy pomagają podczas przygotowań do procesji, szczególnie Madzi, Oli, Łukaszowi. to niesamowite, jak można czuć Twoje działanie w Ich poczynaniach :)! dziękuję za dotychczasowe siły, które biorą się z jakichś ukrytych pokładów. dziękuję za to, że mimo zmęczenia czuję, że żyję. dziękuję, ah dziękuję!
przepraszam za brak zorganizowania czasu tylko dla Ciebie, zaniedbywanie innych oraz obowiązków, niepotrzebne nerwy.
proszę o samozaparcie, dodatkowe akumulatory na najbliższe ciężkie dni, poprawę.
Uderzają z wielką mocą
Krążą blisko wśród nas ot tak
Dając chętnym szczere złoto
piękny. taki spokojny, mający czas dla nas. procesjowy ;)
wtorek, 7 czerwca 2011
dzieło niedokończone.
dwa rozdziały napisane. uf! już myślałam, że nie przebrnę przez końcówkę drugiego rozdziału. dobrze, że mam go już za sobą! i liczę, że nic nie będzie do poprawy. w przeciwieństwie do pierwszego, nad którym muszę jeszcze trochę popracować, to ten był zdecydowanie przyjemniejszy, sprawniej mi poszło i wywalczyłam aż 17 stron :). sukces!
wczorajszy dzień zakończyłam bardzo późno. po godzinnym wierceniu się i walce z bezsennością zasnęłam nad ranem. ledwo przymknęłam powieki, a obudziło mnie natrętne dzwonienie Łukasza, który nie dał za wygraną i wygonił mnie z łóżka po 2h snu. ludzkie okrucieństwo nie zna granic.
narzekanie narzekaniem, ale w rzeczywistości rozpocząć dzień od siódemki, to jest to Coś. bo przecież skąd miałam dzisiaj tyle sił, jak nie od Niego?
miło było zobaczyć szwagra. jakby to było, gdyby otrzymał tę pracę? na pewno bardziej szogunowo! jestem za! gdyby dzieciaki częściej przyjeżdżały do wrocławia, to nic więcej do szczęścia bym nie potrzebowała. prawie nic...
to chyba taki pozytywny dzień. nie było kiedy myśleć. ah, zaczęłam oglądać nową meksykańską telenowelę. jak tak dalej pójdzie, to mój hiszpański będzie zdecydowanie bardziej 'rozwinięty' w kwestii intryg. dobre i to. żadne słownictwo nie jest złe.
dzisiaj przeżyłam drugi jedzeniowy kryzys. ale przecież będzie już tylko lepiej.
znowu uzależniłam się od muzyki. a może dawne nawyki uaktywniły się z powodu pewnych przeżyć, potrzeb? wszak muzyka jest dobra na wszystko! a szczególnie ta śpiewana po francusku.
ah, ah! niedziela była zdecydowanie przecudowna. oczywiście za sprawą Ani :-). długo wyczekiwałam tego spotkania i rozmowy. tak przyjemnie mija mi z nia czas. ubolewam jedynie nad naszym zabieganiem. tak ciężko się zatrzymać, usiąść przy stole, napić się łyka kawy i słuchać, dzielić sobą. potrzebuję tego.
a słuchanie o A&JB należy do mych ulubionych tematów! początki są tak wciągające, emocjonujące! a już zwłaszcza wtedy, gdy na wszystko jest odpowiedni czas, nie ma pośpiechu i poganiania jeden przez drugiego. nie czuć w powietrzu większego stężenia namiętności, niż szukania, dążenia do poznania miłości. zazdroszczę im (w pozytywnym sensie:)) tej odległości i poznawania się w tak odmienny sposób. bo przecież na wszystko jest pora...
dziękuję za tak piękny i długi dzień (choć mógłby już spaść upragniony deszcz!), spisanie się na licencjacki medal, szwagrowe odwiedziny, miłość wokół mnie.
przepraszam za lekkomyślność, odrobinę lenistwa, za mało Ciebie we mnie.
proszę o natchnienie, Twoją mądrość podczas mordy, siły i chęci na zmiany, dobry czas dla o. na wyjeździe, potrzebne Łaski dla Sandry i w intencjach stałych o 'wzmożone działanie' ;).
mogę Cię dzisiaj pocałować?
Justynka dodała. a tekst jakoś pasuje...
wczorajszy dzień zakończyłam bardzo późno. po godzinnym wierceniu się i walce z bezsennością zasnęłam nad ranem. ledwo przymknęłam powieki, a obudziło mnie natrętne dzwonienie Łukasza, który nie dał za wygraną i wygonił mnie z łóżka po 2h snu. ludzkie okrucieństwo nie zna granic.
narzekanie narzekaniem, ale w rzeczywistości rozpocząć dzień od siódemki, to jest to Coś. bo przecież skąd miałam dzisiaj tyle sił, jak nie od Niego?
miło było zobaczyć szwagra. jakby to było, gdyby otrzymał tę pracę? na pewno bardziej szogunowo! jestem za! gdyby dzieciaki częściej przyjeżdżały do wrocławia, to nic więcej do szczęścia bym nie potrzebowała. prawie nic...
to chyba taki pozytywny dzień. nie było kiedy myśleć. ah, zaczęłam oglądać nową meksykańską telenowelę. jak tak dalej pójdzie, to mój hiszpański będzie zdecydowanie bardziej 'rozwinięty' w kwestii intryg. dobre i to. żadne słownictwo nie jest złe.
dzisiaj przeżyłam drugi jedzeniowy kryzys. ale przecież będzie już tylko lepiej.
znowu uzależniłam się od muzyki. a może dawne nawyki uaktywniły się z powodu pewnych przeżyć, potrzeb? wszak muzyka jest dobra na wszystko! a szczególnie ta śpiewana po francusku.
ah, ah! niedziela była zdecydowanie przecudowna. oczywiście za sprawą Ani :-). długo wyczekiwałam tego spotkania i rozmowy. tak przyjemnie mija mi z nia czas. ubolewam jedynie nad naszym zabieganiem. tak ciężko się zatrzymać, usiąść przy stole, napić się łyka kawy i słuchać, dzielić sobą. potrzebuję tego.
a słuchanie o A&JB należy do mych ulubionych tematów! początki są tak wciągające, emocjonujące! a już zwłaszcza wtedy, gdy na wszystko jest odpowiedni czas, nie ma pośpiechu i poganiania jeden przez drugiego. nie czuć w powietrzu większego stężenia namiętności, niż szukania, dążenia do poznania miłości. zazdroszczę im (w pozytywnym sensie:)) tej odległości i poznawania się w tak odmienny sposób. bo przecież na wszystko jest pora...
dziękuję za tak piękny i długi dzień (choć mógłby już spaść upragniony deszcz!), spisanie się na licencjacki medal, szwagrowe odwiedziny, miłość wokół mnie.
przepraszam za lekkomyślność, odrobinę lenistwa, za mało Ciebie we mnie.
proszę o natchnienie, Twoją mądrość podczas mordy, siły i chęci na zmiany, dobry czas dla o. na wyjeździe, potrzebne Łaski dla Sandry i w intencjach stałych o 'wzmożone działanie' ;).
mogę Cię dzisiaj pocałować?
Justynka dodała. a tekst jakoś pasuje...
sobota, 4 czerwca 2011
wspomnienia.
i chyba wszystko w tym temacie... totalna niemoc mnie ogarnęła. zaczęło się od kryzysu w pisaniu pracy licencjackiej, skończyło na oglądaniu zdjęć. te ostatnie zajęcie powinnam sobie odpuścić. nie mam w sobie dość odwagi, by ich nie oglądać, a co dopiero skasować. dlaczego powroty tak ranią?
to jest ten czas, kiedy mam ochotę uciec z wrocławia gdzieś do zapomnianego miejsca. pobyć sama ze sobą, poczuć naturę wokół mnie, porozmyślać o wszystkim i o niczym. tego chcę.
czuję w sobie rozbieżności, jakbym miała schizofrenię. czasem wydaje mi się, że idę do przodu, ale jakiś czas póżniej brnę w gąszcz nieznanych i niechcianych uczuć, postępowań. kobieta zmienną jest? w moim przypadku zdecydowanie.
ostatni miesiąc wiele we mnie zmienił, sporo dostrzegłam. nawet zaczęłam się starać, przykładać do kilku spraw. po prostu chcę być odpowiedzialna za swoje życie i czuć, że choć w większej części trzymam je w garści. przecież to takie przyjemne mieć kontrolę nad tym, co dla nas istotne.
ah, nie od parady lubię słuchać. skoro nikt nie może mi pomóc, to chociaż ja się do czegoś przydaję :).
myśli urwane i rozwichrowane. cała masa natłoczonych niekonkretów. wieczna tęsknota za wszystkim i wszystkimi. i zdecydowanie jestem domownikiem, który musi być otoczony najbliższymi. kocham dzieci, zbierać kwiaty, czuć ciepłe promienie na ramionach, mieć brudne od piachu stopy, Żyć pełnią życia, irytować, być zabiegana i czasem nie mieć czasu na beztroskie myślenie, kocham, kocham, kocham być kochana.
kim jest przyjaciel?
czy jestem czyjąś przyjaciółką?
dziękuję za rodziców, truskawki, niemoc, która nie pojawia się bez powodu, doświadczenia, godne życie.
przepraszam za marudzenie, niedocenianie siebie i innych, nieuzasadnioną tęsknotę, wahania.
proszę o Dary mi potrzebne, abym mogła dobrze wykorzystać nadchodzący czas i dać coś innym, o zabranie tego uczucia.
hmm... przypadek?
to jest ten czas, kiedy mam ochotę uciec z wrocławia gdzieś do zapomnianego miejsca. pobyć sama ze sobą, poczuć naturę wokół mnie, porozmyślać o wszystkim i o niczym. tego chcę.
czuję w sobie rozbieżności, jakbym miała schizofrenię. czasem wydaje mi się, że idę do przodu, ale jakiś czas póżniej brnę w gąszcz nieznanych i niechcianych uczuć, postępowań. kobieta zmienną jest? w moim przypadku zdecydowanie.
ostatni miesiąc wiele we mnie zmienił, sporo dostrzegłam. nawet zaczęłam się starać, przykładać do kilku spraw. po prostu chcę być odpowiedzialna za swoje życie i czuć, że choć w większej części trzymam je w garści. przecież to takie przyjemne mieć kontrolę nad tym, co dla nas istotne.
ah, nie od parady lubię słuchać. skoro nikt nie może mi pomóc, to chociaż ja się do czegoś przydaję :).
myśli urwane i rozwichrowane. cała masa natłoczonych niekonkretów. wieczna tęsknota za wszystkim i wszystkimi. i zdecydowanie jestem domownikiem, który musi być otoczony najbliższymi. kocham dzieci, zbierać kwiaty, czuć ciepłe promienie na ramionach, mieć brudne od piachu stopy, Żyć pełnią życia, irytować, być zabiegana i czasem nie mieć czasu na beztroskie myślenie, kocham, kocham, kocham być kochana.
kim jest przyjaciel?
czy jestem czyjąś przyjaciółką?
dziękuję za rodziców, truskawki, niemoc, która nie pojawia się bez powodu, doświadczenia, godne życie.
przepraszam za marudzenie, niedocenianie siebie i innych, nieuzasadnioną tęsknotę, wahania.
proszę o Dary mi potrzebne, abym mogła dobrze wykorzystać nadchodzący czas i dać coś innym, o zabranie tego uczucia.
hmm... przypadek?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
