zabiegane, wręcz zalatane. bez entuzjazmu i radości. w ciszy, ukryciu i odrobinie smutku. tak właśnie minęły, stuknęły dwadzieścia pięć minut po północy, dwudziestego pierwszego dnia czerwca.
już wiem, dlaczego nie lubię ich obchodzić. tak naprawdę nikogo one nie interesują. pogański zwyczaj? może. ale przecież o imieninach także nikt nie pamięta.
licencjat złożony, papiery w dziekanacie. pozostaje nauka.
jendak przed nauką czas na procesję. stresuję się, ale to wszystko na Chwałę Pana! damy radę! :)
dziękuję za ten rok. pierwsze pół minęło cudownie, drugie hm... trochę gorzej. jak rozpocznie się kolejny etap w moim życiu? nie mam odwagi być ciekawa, boję się zostać tą zawiedzioną.
przepraszam za zalatanie, nieogarnianie obowiązków, tradycyjne zaniedbywanie zdrowia, snu.
proszę? niezmiennie o siły. a na ten rok? o Twą miłość i obecność w każdej chwili mego życia! proszę o rozwój, częstsze rozmowy z Tobą, zaufanie i tęsknotę. chciałabym być lepszym człowiekiem dla Ciebie, a potem dla innych i siebie. chciałabym tak wielu rzeczy...
eh. właściwie, to wczoraj :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz