dwa rozdziały napisane. uf! już myślałam, że nie przebrnę przez końcówkę drugiego rozdziału. dobrze, że mam go już za sobą! i liczę, że nic nie będzie do poprawy. w przeciwieństwie do pierwszego, nad którym muszę jeszcze trochę popracować, to ten był zdecydowanie przyjemniejszy, sprawniej mi poszło i wywalczyłam aż 17 stron :). sukces!
wczorajszy dzień zakończyłam bardzo późno. po godzinnym wierceniu się i walce z bezsennością zasnęłam nad ranem. ledwo przymknęłam powieki, a obudziło mnie natrętne dzwonienie Łukasza, który nie dał za wygraną i wygonił mnie z łóżka po 2h snu. ludzkie okrucieństwo nie zna granic.
narzekanie narzekaniem, ale w rzeczywistości rozpocząć dzień od siódemki, to jest to Coś. bo przecież skąd miałam dzisiaj tyle sił, jak nie od Niego?
miło było zobaczyć szwagra. jakby to było, gdyby otrzymał tę pracę? na pewno bardziej szogunowo! jestem za! gdyby dzieciaki częściej przyjeżdżały do wrocławia, to nic więcej do szczęścia bym nie potrzebowała. prawie nic...
to chyba taki pozytywny dzień. nie było kiedy myśleć. ah, zaczęłam oglądać nową meksykańską telenowelę. jak tak dalej pójdzie, to mój hiszpański będzie zdecydowanie bardziej 'rozwinięty' w kwestii intryg. dobre i to. żadne słownictwo nie jest złe.
dzisiaj przeżyłam drugi jedzeniowy kryzys. ale przecież będzie już tylko lepiej.
znowu uzależniłam się od muzyki. a może dawne nawyki uaktywniły się z powodu pewnych przeżyć, potrzeb? wszak muzyka jest dobra na wszystko! a szczególnie ta śpiewana po francusku.
ah, ah! niedziela była zdecydowanie przecudowna. oczywiście za sprawą Ani :-). długo wyczekiwałam tego spotkania i rozmowy. tak przyjemnie mija mi z nia czas. ubolewam jedynie nad naszym zabieganiem. tak ciężko się zatrzymać, usiąść przy stole, napić się łyka kawy i słuchać, dzielić sobą. potrzebuję tego.
a słuchanie o A&JB należy do mych ulubionych tematów! początki są tak wciągające, emocjonujące! a już zwłaszcza wtedy, gdy na wszystko jest odpowiedni czas, nie ma pośpiechu i poganiania jeden przez drugiego. nie czuć w powietrzu większego stężenia namiętności, niż szukania, dążenia do poznania miłości. zazdroszczę im (w pozytywnym sensie:)) tej odległości i poznawania się w tak odmienny sposób. bo przecież na wszystko jest pora...
dziękuję za tak piękny i długi dzień (choć mógłby już spaść upragniony deszcz!), spisanie się na licencjacki medal, szwagrowe odwiedziny, miłość wokół mnie.
przepraszam za lekkomyślność, odrobinę lenistwa, za mało Ciebie we mnie.
proszę o natchnienie, Twoją mądrość podczas mordy, siły i chęci na zmiany, dobry czas dla o. na wyjeździe, potrzebne Łaski dla Sandry i w intencjach stałych o 'wzmożone działanie' ;).
mogę Cię dzisiaj pocałować?
Justynka dodała. a tekst jakoś pasuje...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz