dziwnie minął mi ten dzień. tak naprawdę, to nawet nie wiem, kiedy upłynął. chyba zaczęłam planować, zagospodarowywać czas. dobrze mi z tym, ale i dziwnie. wszystko jest takie poukładane? nieswojo mi czasem.
mam złe podejście do studiów. strasznie się na nich męczę i kompletnie mnie nie satysfakcjonują. czy też masz takie uczucie, chęć rzucenia wszystkiego w kąt i oddania się w wirowi samorealizacji? ja tak mam, właśnie dziś.
aaa. wzięłam się w garść, ogarniam mój świat i na bieżąco robię to, co powinnam. liczę, że podczas najbliższych 3 tygodni dam z siebie max. swoich możliwości. dzieciakom się to przyda, a i ja skorzystam, bo przecież organizowanie, kombinowanie, to coś, co lubię :). jarmark zbliża się ogromnymi krokami. uh!
a już za 11 godzin wybiorę się w podróż do kobiecego świata. damsko, kulinarnie, psychologicznie, sympatycznie? zapewne to nas czeka. jadą bliskie mi dusze, to mnie cieszy, a nie ta cała otoczka.
wiesz? często nie zdaję sobie sprawy z tego, ile ciepłych, czysto dobrych osób mnie otacza i jest mi życzliwych, obdarowuje mnie bezinteresownie tym co piękne - uczuciem (i to nie byle jakim, bo uczuciem przyjaźni). miło to dostrzec wtedy, kiedy jest to takie normalne. jestem ogromną szczęściarą.
powtórka z parapetówki? czemu nie. herbatka na prądzyńskiego mile widziana, a goście jeszcze milej witani. lubię ludzi. lubię, gdy kręcą się wokół mnie. lubię rozmawiać i czuć czyjąś obecność. lubię czuć sie potrzebna.
dziękuję za makaron, choć dziś był wyjątkowo niesmaczny; za Anię, która tak się cieszy, gdy się zobaczymy; za dobre słowo; za zorganizowanie; za rozmowy, szczególnie te niedokończone; za przemyślenie spowiedzi. to był kolejny dobry dzień!
eh, ale za przymus pakowania się nie podziękuję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz