czwartek, 3 lutego 2011

α, jak początek.

tak naprawdę nie wiem, co sprawiło, że wracam do prowadzenia bloga. czasem łatwiej przelać coś, no właśnie, wystukać na klawiaturze, niż przelać na papier. szybciej, prościej i bez rozmyślania. piszesz i nie zastanawiasz się nad tym, po co.

uciekam od nauki. to już norma, do której zdążyłam przywyknąć. a może warto to zmienić. warto, ale czy mi się chce? nie. to cała ja :).
jest progres! potrafię podejmować decyzje. mam nadzieję, że za rok się to potwierdzi. oby! ubóstwiam tę nutkę niecierpliwości małego dziecka w oczekiwaniu na upragniony dzień. to chyba ucieczka,ale liczę, że przerodzi się w niesamowitą przygodę. Słodki powiedział, że lepiej żałować, że coś się zrobiło, niż po 20stu latach płakać, iż tego a śmego nie uczyniliśmy. może ma rację... ? za póltora roku zdam relację.

dziś święto ofiarowania Pańskiego (ups, właściwie wczoraj). modlitwa za Anię T. - zdrowie, Arletę - egzaminy!, Filipa - magisterki, Gabę - zdrowie, Kejt - siły do walki ze spaniem :), rodziców - pokój dusz, Minki i R - zdrowie..., Siecieszki - zdrowie bejbi i dobry czas oczekiwania, M - zadbanie o siebie, Anię W. - nieustanna radość, Olę - zdrowie, Mateusza - potrzebne mu łaski, Maćka i Michała - z okazji urodzin.
pewnie zapomniałam o połowie intencji. ale to przecież nie o to chodzi. dziękuję za jasność umysłu, siłę potrzebną wieczorem, radość otaczających mnie ludzi, zdrowie... którego do tej pory nie doceniałam w należyty sposób. dzięki.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz