niedziela, 17 kwietnia 2011

zmęczenie materiału.

wczorajszy dzien zdecydowanie zaliczam do tych udanych! zajecia, spowiedz swieta, wyjazd do szczodrego, akademicka droga krzyzowa ulicami miasta i grzany miod :). dawno nie bylam tak zmeczona i zadowolona zarazem!
naladowalam akumulatory przystepujac do spowiedzi, co prawda nie takiej, jakiej bym oczekiwala (ze wzgledu na dlugie kolejki i krotki czas przeznaczony na 'petenta'), ale mimo wszystko ulga zawsze jest i to jakaaa!

to byl moj pierwszy wyjazd do szczodrego (znajac swiat zle odmieniam nazwe :P) i prawde mowiac nie wiedzialam, czego moge sie spodziewac... towarzyszylo mi wiele pytan, moze i obawa, troche niecheci... wszystko na raz. w szczodrem znajduje sie schronisko dla mezczyzn im. sw. brata alberta. w domu tym mieszka obecnie ponad stu panow. sa to przerozne osoby. na poczatku rozdawalismy kartki zrobione przez ludzi z da, a potem mialam okazje poznac kilkunastu mieszkancow, ktorzy uczestniczyli z nami w Eucharystii. no wlasnie... skad tak male zainteresowanie? obojetnosc, zniechecenie, czy zrzucanie winy za wlasne niepowodzenia, porazki na Pana Boga? zapewne wiele czynnikow na raz. mimo wszystko kilku odwaznych i nie mniej doswiadczonzch niz pozostali przybylo na spotkanie z Chrystusem, a potem sluchalo opowiesci o nadchodzacym Wielkim Tygodniu. sluchali z zainteresowaniem, w zamysleniu... ciekwe, co im przychodzilo do glowy? Madzia wpadla na swietny pomysl. wyciagnela brystol, napisala na nim 'WIELKANOC' i kazdy z nas mial powiedziec, z czym mu sie ona kojarzy. padaly rozne hasla, m.in. swieconka, swiatlo, zycie, rodzina, lany poniedzialek, kielbasa, suto zastawiony stol, ... i alkohol. to ostatnie mnie bardzo 'uderzylo'. dlaczego? przeciez to takie normalne, ze z byle okazji w polskich domach wykladamy na stol wodke. chrzciny, komunia, urodziny, wesele, stypa... jest tyle okazji. jestem wdzieczna moim rodzicom, ze w naszym domu tego 'zwyczaju' nigdy nie bylo. tak niewiele potrzeba, by sprowadzic kogos na manowce na wlasne zyczenie. a potem tylko placz i lament nad losem uzaleznionych...
droga krzyzowa. pierwszy raz uczestniczylam w tej wroclawskiej. nie przemawia do mnie ta forma. zbyt wiele okazji do rozproszenia, nie skupienia sie na Najistotniejszym.
miod pitny? od wczoraj to chyba moj ulubiony alkohol. mniam! szkoda, ze dopiero teraz zaczynamy sie 'zzywac' w da. zaluje, ze przez tak dlugi czas nie moglam blizej poznac tych wszystkich wspanialych ludzi. zaluje, ze nie moge poznac innych!


dziekuje za moc przezyc, wzmozony kontakt z Toba :), dach i strawe, ktorych to wielu nie ma i dzisiejszy wiosenny dzien!
przepraszam, ze niezawsze doceniam, to co mam, za unikanie powaznych rozmow.
prosze o wiare dla upadlych, bo wiosna przyjdzie i tak :).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz